A teraz, Ago, zdobądź się na odwagę — musisz wyjawić straszną nowinę. Nie ma co zwlekać dłużej. Ale czy już na pewno udało mi się wprawić pana w dobry humor? Ścięłam się z matematyki i z prozy łacińskiej! Mam z obu tych przedmiotów poprawkę i przystąpię do następnego egzaminu za miesiąc. Bardzo mi przykro, że pan dozna rozczarowania; poza tym nic a nic mnie cała ta sprawa nie obchodzi, bo czuję, że nauczyłam się wielu rzeczy nieobjętych wykazem. Przeczytałam siedemnaście powieści i całe korce70 poezji — naprawdę potrzebnych powieści, jak Targowisko próżności71 i Alicja w Krainie Czarów72. Przeczytałam Eseje Emersona73, Życie Scotta Lockharta74, pierwszy tom Cesarstwa Rzymskiego Gibbona75, pół tomu biografii Benvenuto Celliniego76 — prawda, jaki zajmujący żywot? Wychodził na zwykłą przechadzkę i po drodze zdążał zabijać człowieka jeszcze przed śniadaniem.

Widzisz więc, Ojczulku, że więcej rozwinęłam się umysłowo i jestem inteligentniejsza, niż byłabym, gdybym wyłącznie kuła łacinę. Czy zechce mi pan wybaczyć ten jeden raz, jeśli przyrzeknę, że już nigdy się nie zetnę?

Pańska, w worku pokutnym77 i z głową posypaną popiołem skruchy,

Aga

*

Drogi mój Opiekunie-Ojczulku!

Czuję się trochę osamotniona dzisiaj i stąd ten dodatkowy list w środku miesiąca. Na dworze rozsrożyła78 się straszna burza, śnieg wali o szyby mojego okna i o mury mojej wieży. Wszystkie światła w całej osadzie naszego kolegium pogaszone, tylko ja po wypiciu czarnej kawy nie mogę zasnąć.

Urządziłam dzisiaj wieczorem proszoną kolację u siebie. Gośćmi moimi były: Sallie, Julia i Leonora Fenton. Miałyśmy sardynki, przypiekane grzanki, marmoladę i kawę. Julia raczyła przyznać, że się dobrze bawiła, a Sallie została, aby pomóc mi pozmywać talerze i filiżanki.

Mogłabym z wielką korzyścią dla siebie poświęcić teraz trochę czasu łacinie, ale nie ma co się łudzić, nie jestem zbyt zapaloną łacinniczką. Skończyłyśmy Liwiusza79 i De Senectute80, teraz przechodzimy De Amicitia81.

Czy nie miałby pan nic przeciwko udawaniu na pewien czas mojej babki? Sallie ma babkę, a Julia i Leonora mają nawet każda po dwie i dzisiaj wieczorem opowiadały każda o swojej, i przeprowadzały porównania pomiędzy nimi. Niczego nie pragnęłabym tak bardzo jak posiadania babki — to takie godne, szacowne pokrewieństwo. Jeżeli więc naprawdę nie ma pan nic przeciwko temu... Wczoraj, będąc w mieście, widziałam prześliczny czepeczek koronkowy, przybrany liliowymi wstążkami. Mam zamiar zrobić panu prezent z niego na pańską osiemdziesiątą trzecią rocznicę urodzin.