*

Najdroższy Ojczulku-Opiekunie!

Jestem potworem.

Proszę, niech pan zapomni o moim okropnym liście zeszłotygodniowym — czułam się owego wieczora strasznie opuszczona, nieszczęśliwa i chora na gardło. Nie wiedziałam o tym, ale widocznie tkwiło już we mnie zapalenie migdałów, grypa i licho wie ile jeszcze rozmaitych paskudztw. Leżę w infirmerii od sześciu dni; dzisiaj po raz pierwszy pozwolono mi usiąść na łóżku i wziąć do ręki pióro i papier. Przełożona pielęgniarek jest bardzo surowa.

Wciąż myślałam tylko o tym liście i nie uspokoję się, dopóki mi pan nie wybaczy.

Czy nie wzruszy pana myśl o mnie z owiązaną twarzą i sterczącymi nad głową końcami chustki? Zupełnie jak uszy królicze. I pomyśleć, że uczyłam się cały rok fizjologii, a nie miałam nawet pojęcia o istnieniu gruczołów ślinowych. Jakże znikoma jest cała nasza wiedza!

Nie mogę dłużej pisać; kręci mi się w głowie, jak tylko dłużej siedzę. Proszę pana, niech mi pan zechce wybaczyć moje zuchwalstwo i niewdzięczność. Źle mnie wychowano.

Pańska z głębi kochającego serca

Aga Abbott

*