Aga Abbott

PS Czy byłby pan strasznie zagniewany, Ojczulku, gdyby miało się okazać mimo wszystko, że nie jestem wielką autorką, tylko taką sobie zwykłą, przeciętną dziewczyną?

*

Sobota, 6.30

Drogi Tatuńciu!

Wybrałyśmy się dzisiaj na pieszą wycieczkę do miasta, ale niestety lunęło jak z cebra. Według mnie zima musi być zimą ze śniegiem, a nie z deszczem.

Pożądany wujek Julii odwiedził nas dzisiaj po południu i przywiózł pięciofuntowe pudło słodyczy. Stanowczo dobrze jest mieszkać z Pendletonówną!

Nasza niewinna paplanina zdawał się bawić go, bo przeczekał jeden pociąg, aby zostać u nas na podwieczorku. Niełatwo było dostać pozwolenie na to. Trudno zdobyć je na przyjmowanie ojców i dziadków; z wujami jest jeszcze o stopień trudniej, a już co do braci i kuzynów — z nadzieją ugoszczenia ich można się pożegnać prawie na amen.

Julia musiała zaprzysiąc uroczyście przed notariuszem, że to jej rodzony wuj, i dopiero wtedy prawdziwość jej słów stwierdził urzędnik, który wydał dokument opatrzony odpowiednimi pieczęciami. (Widzi pan, jak się znam na prawie!). A nawet i po dopełnieniu tych wszystkich formalności wątpię, czy pozwolono by nam przyjąć naszego gościa, gdyby rektor159 zobaczył przypadkiem, jaki wuj Jervis jest młody i przystojny.

Na szczęście wszakże udało się nam. Miałyśmy na podwieczorek jaja, czarny chleb z masłem i serem szwajcarskim i herbatę. Nasz gość pomógł nam smarować kromki i sam zjadł cztery. Powiedziałam mu, że spędziłam letnie ferie w Wierzbinkach. Wpadłszy na ten temat, nie mogliśmy dość nagadać się o państwu Semple, o koniach, o krowach i kurczętach. Wszystkie konie, jakie znał jeszcze ze swoich czasów, powyzdychały, oprócz jednego tylko bułanka160, który był wtedy maluchnym źrebięciem, a teraz, biedny starowina, zaledwie kuśtyka po pastwisku.