Wypytywał się o wszystko; chciał wszystko wiedzieć: czy wciąż jeszcze przechowuje się tam suche ciastka w żółtym blaszanym pudle z niebieską pokrywką na najwyższej półce spiżarni? — owszem, przechowuje! Czy istnieje jeszcze gniazdo świstaków w wydrążeniu skalnym na nocnym pastwisku? — tak, istnieje. Andrzej schwytał jednego dużego, tłustego, szarego tego lata; pewnie to dwudziesty piąty pra-pra-pra-pra-pra... wnuk tego samego, którego „panicz Jerry” złapał, jak był małym chłopcem.

Nazywałam go bez ceremonii „paniczem Jerrym” i wcale się o to nie obrażał. Julia mówi, że nie widziała go nigdy takiego rozgadanego; podobno bywa zwykle grubo nieprzystępny. Ale Julia nie ma ani trochę taktu, a z mężczyznami trzeba umieć się obchodzić. Pomrukują z zadowolenia, jeśli się ich gładzi w dół sierści, a otrząsają się, jeśli to robić pod włos (może to nie bardzo eleganckie porównanie). Mówię, oczywiście, w przenośni.

Czytamy teraz dziennik Marii Baszkircewej161. Czy to nie potworne? Niech pan posłucha: „Wczoraj wieczorem ogarnęła mnie czarna rozpacz, której dałam wyraz w jękach bólu i która doprowadziła mnie w końcu do takiej pasji, że chwyciłam zegar z jadalni i cisnęłam go w morze”. Wie pan, już wolę nie być genialna. Niełatwo chyba wytrzymać z geniuszami — tacy są niebezpieczni dla sprzętów domowych! Boże, wciąż leje i leje bez przestanku162! Popłyniemy chyba dzisiaj wieczorem do kaplicy.

Pańska niezmiennie

Aga

*

20 stycznia

Drogi Tatuńciu-Pajączku!

Miałeś kiedyś milusią, maluchną córeczkę, którą wykradziono ci z kołyski, kiedy była jeszcze niemowlęciem?

A może ja nią jestem? Gdybyśmy byli bohaterami powieści, czy można by wymyślić lepsze rozwiązanie?