*

4 lutego

Drogi Ojczulku-Długonóżku-Pająku!

Jimmie McBride przysłał mi sztandar Princeton, wielki jak cała ściana. Bardzo jestem mu wdzięczna za pamięć o mnie, ale nie mam doprawdy pojęcia, co zrobić z tym fantem. Sallie i Julia nie pozwalają rozwiesić go w pokoju; nasz wspólny gabinet urządzony jest w tym roku na czerwono, może więc pan wyobrazić sobie, jak wyglądałaby na jego tle taka ogromna pomarańczowo-czarna płachta. Ale to taki miły, miękki, ciepły materiał, że grzech byłby zmarnować go. Czy bardzo raziłoby, gdybym zrobiła sobie z niego płaszcz kąpielowy? Mój stary bardzo się skurczył w praniu.

Dawno już nie pisałam panu nic o mojej nauce. Jednakże, chociaż trudno wyobrazić to sobie, sądząc z moich listów, poświęcam wszystkie godziny dnia wyłącznie studiom. O, niełatwa to sprawa kształcić się w pięciu dziedzinach naraz.

— Dowodem prawdziwego umiłowania wiedzy — mówi profesor chemii — jest niestrudzenie drobiazgowa analiza szczegółów.

— Pamiętajcie, panie, abyście nie gubiły się zbytnio w szczegółach — ostrzega profesorka historii. — Główną rzeczą jest objęcie całokształtu z perspektywy dziejowej.

I cóż pan na to? Jak sobie z tym poradzić? Jak wybrnąć z tych przeciwieństw między chemią a historią? Mnie osobiście lepiej przypada do gustu metoda historyczna. Jeżeli powiem na przykład, że Wilhelm Zdobywca168 przybył w 1492, a Kolumb169 odkrył Amerykę w 1066 czy 1100, czy kiedy to tam było, będzie to drobny szczegół, niemający znaczenia według naszej profesorki. Daje to uczucie pewności i swobody przy odpowiadaniu z historii, czego brak najzupełniej przy egzaminie z chemii.

Dzwonek na szósty wykład — muszę iść do laboratorium i coś tam porobić z kwasami, solami i alkaliami170. Wypaliłam kwasem solnym dziurę wielkości talerza na samym przodzie mojego fartucha laboratoryjnego. Zgodnie z teorią powinna bym móc zneutralizować tę dziurę mocnym amoniakiem — czy nie tak?

W przyszłym tygodniu mamy egzaminy, ale kto tam się ich boi?...