Aga

PS Spojrzałam w tej chwili na kalendarz. Jest 28.

PS (2) Widziałam dzisiaj konduktora tramwajowego, który miał jedno oko piwne, a drugie niebieskie. Nie uważa pan, że nadawałby się doskonale na czarny charakter do powieści detektywistycznej?

*

7 kwietnia

Drogi, kochany Ojczulku-Pająku!

O Boże! Jaki ten Nowy Jork jest ogromny! Worcester — to dziura w porównaniu. Czy naprawdę może pan mieszkać wśród tego przeraźliwego rozgardiaszu? Miesiące chyba jeszcze upłyną, zanim przyjdę do siebie po oszałamiających dwóch dniach mojego pobytu w tym odmęcie178. Nie zdążyłabym nigdy opowiedzieć panu o wszystkich nadzwyczajnościach, które widziałam. Zresztą, zna pan je pewnie, mieszkając tam od tak dawna.

Prawda, jakie ciekawe są ulice? A ludzie? A sklepy? Nie widziałam nigdy takich cudownych rzeczy, jakie wystawiane są tam w każdym oknie sklepowym. Aż przychodzi ochota poświęcić całe swoje życie strojom.

Sallie, Julia i ja wybrałyśmy się razem po zakupy w sobotę rano. Julia weszła do jakiegoś najwspanialszego pałacu, jaki można sobie tylko wymarzyć. Białe i złocone ściany, błękitne dywany, błękitne, jedwabne portiery179 i pełno złoconych foteli. Jakaś prześliczna dama z żółtymi włosami, cała w jedwabiach i atłasach180, wyszła nam naprzeciw z najczarowniejszym uśmiechem. Myślałam, że przychodzimy z wizytą, wyciągnęłam więc do niej na powitanie rękę, tymczasem okazało się, że przyszłyśmy kupić kapelusze. Julia przynajmniej. Usiadła przed lustrem i przymierzyła ich co najmniej z tuzin, jeden piękniejszy od drugiego. W końcu wybrała dwa najpiękniejsze.

Nie wyobrażam sobie większej rozkoszy w życiu niż siedzieć przed lustrem i móc kupować każdy kapelusz, jaki się podoba, zupełnie nie licząc się z tym, ile kosztuje! Nie ma co, Ojczulku: Nowy Jork prędko zmiótłby cały piękny stoicyzm181, wyrabiany we mnie z taką wytrwałością w Domu Wychowawczym.