W tym roku dostał się seniorkom, których przedstawicielki zgarnęły nagrody aż w siedmiu popisach.

Związek lekkoatletyczny wydał galowy obiad na boisku dla wszystkich nagrodzonych. Dano nam smażone kraby i czekoladowe lody w kształcie piłek futbolowych.

Przesiedziałam dzisiaj pół nocy na czytaniu Jane Eyre186. Czy jesteś już dostatecznie stary, Ojczulku, aby pamiętać, jak to było sześćdziesiąt lat temu? A jeśli pamiętasz, powiedz mi, czy naprawdę ludzie mówili wtedy w ten sposób?

Wyniosła lady187 Blanche mówi do służącego: „Zamilknij, pachołku, i czyń, co ci rozkazuję!”. Pan Rochester nazywa niebo „stropem niebieskim”. A owa oszalała niewiasta „dziko śmiejąca się jak hiena, podpalająca kotarę łóżka, drąca welon ślubny i kąsająca” — to przecież najczystszy melodramat, a mimo to niepodobna oderwać się od tej książki. Trudno pojąć, jak mogła napisać ją młoda dziewczyna, wychowana na plebanii. Jest w siostrach Brontë188 coś, co mnie czaruje. W ich książkach, w ich życiu, w kierunku ich umysłów. Skąd się to w nich wzięło? Czytając o przejściach małej Jane w szkółce filantropijnej, tak się zirytowałam, że musiałam wybiec na daleki spacer. Doskonale rozumiałam, co musiało odczuwać to biedactwo. Znając panią Lippett, mogłam żywo wyobrazić sobie pana Brocklehursta.

Niech to pana nie obraża, Ojczulku. Nie chcę przez to powiedzieć, aby Dom Wychowawczy imienia Johna Griera miał być zupełnie podobny do Instytutu Lowood. My pod dostatkiem mieliśmy jedzenia i byliśmy cało ubrani, nie brakło nam też nigdy wody do mycia. Ochrona nasza posiada nawet ogrzewanie centralne. Jedno tylko zachodzi między nami tragiczne podobieństwo; życie nasze i życie tamtych sierot upływało tak samo — zabójczo jednostajnie, bez żadnych urozmaiceń. Nie zdarzało się w nim nigdy nic przyjemnego z wyjątkiem lodów co niedzielę, a i te nawet zjawiały się z potworną regularnością. W ciągu spędzonych tam przeze mnie całych siedemnastu lat przeżyłam tylko jedną jedyną przygodę — pożar drwalni. Zbudzono nas wśród nocy i kazano ubrać się pospiesznie, abyśmy były gotowe w razie zajęcia się domu. Nie zajął się, niestety, i musiałyśmy powrócić do naszych łóżek.

Każdy człowiek lubi niespodzianki, chociażby drobne. Jest to zupełnie naturalna ludzka potrzeba. Ja zaś nigdy nie miałam żadnej, aż do dnia, w którym pani Lippett wezwała mnie do biura, aby mi oznajmić, że pan John Smith postanowił posłać mnie do kolegium. A i wówczas tak stopniowo i w takich drobnych dawkach udzieliła mi tej nowiny, że nie wywarła ona na mnie zbyt wielkiego wrażenia.

Wie pan, Ojczulku, wydaje mi się, że najniezbędniejszą cechą każdego człowieka powinna być wyobraźnia. Czyni ona ludzi zdolnymi do stawiania samych siebie w położeniu innych, a tym samym bycia dobrymi, współczującymi i rozumiejącymi. Dlatego też należy ją pobudzać i rozwijać w dzieciach. Natomiast w naszej Ochronie tłumiono jej najdrobniejszy przejaw, jej najsłabszą iskierkę. Jedyną zaletą, do jakiej zachęcano i jaką starano się rozbudzać, była obowiązkowość. Według mnie dzieci nie powinny nawet rozumieć znaczenia tego wyrazu; jest ohydny, wstrętny. Powinny czynić wszystko z miłości, a nie z obowiązku.

Zobaczy pan, jak będzie wyglądał Dom Wychowawczy, na którego czele ja stanę! To najmilszy temat moich marzeń wieczorem, zanim zasnę. Obmyślam cały plan aż do najdrobniejszych szczegółów: co, kiedy i jak dzieci mają jeść, jak mają być ubrane, czego się uczyć, jakie mieć rozrywki, na czym mają polegać kary — bo nawet i moim idealnym wychowańcom zdarzy się czasem zgrzeszyć.

Przede wszystkim jednak będą szczęśliwe. Myślę, że każdy człowiek, bez względu na przejścia, jakie czekać go mogą, gdy dorośnie, musi mieć szczęśliwe dzieciństwo, do którego mógłby powracać myślą z przyjemnością. I jeśli kiedykolwiek będę miała własne dzieci, chociażbym nie wiem jak była nieszczęśliwa, nie dam im zaznać, co to troska, dopóki nie dorosną.

(Oho! Dzwonek na modlitwę w kaplicy! Muszę przecież skończyć ten list).