— Idź, idź, Lizzie, do twojej roboty. Już mnie nie upilnujesz. Wyrosłem z tego.
Ogromnie śmiesznie jest pomyśleć, że ten wielki, wysoki, długonogi dryblas (ma prawie takie długie nogi jak pan, Ojczulku) siedział kiedyś na kolanach pani Semple, która myła go, szorowała i szczotkowała. Szczególnie śmiesznie, kiedy się patrzy na nią teraz. Ma podwójne łono211 i trzy podbródki. On jednak zapewnia, że była kiedyś szczupła, wysmukła i zwinna i że umiała biegać prędzej niż on.
Tyle przytrafia nam się najrozmaitszych przygód! Spenetrowaliśmy całą okolicę w promieniu kilkumilowym. Nauczyłam się łowić ryby na przynętę ze śmiesznych, małych muszek sporządzanych z piór. Także strzelać z floweru212. I jeździć konno — okazuje się, że stary bułanek zachował jeszcze zdumiewającą żywotność. Karmiliśmy go przez trzy dni samym owsem i na widok cielęcia omal nie poniósł i nie popędził w dal, mając mnie na grzbiecie.
*
Środa
W poniedziałek wieczorem wdrapaliśmy się na szczyt Niebosiężny. Tak się nazywa góra tuż w pobliżu nas, zresztą nie taka bardzo wysoka; nie ma śnieżnego wierzchołka, ale zawsze zadyszy się człowiek porządnie, zanim wlezie na jej szczyt. Jej dolna część porośnięta jest lasem, ale szczyt tworzą tylko same nagie, spiętrzone skały oraz otwarta polana. Zatrzymaliśmy się na niej i czekając na zachód słońca, roznieciliśmy ognisko, aby sporządzić wieczerzę. „Panicz Jerry” zajął się gotowaniem, utrzymując, że na pewno zrobi to o wiele lepiej ode mnie, i naprawdę zrobił bardzo dobrze — przyzwyczajony jest do życia obozowego.
Na dół zeszliśmy już przy świetle księżyca, a kiedy dostaliśmy się do lasu, gdzie było już zupełnie ciemno, przyświecaliśmy sobie lampką elektryczną, którą mój towarzysz miał w kieszeni. Tak było wesoło! Śmiał się i żartował całą drogę, i opowiadał o ciekawych rzeczach. Przeczytał wszystkie książki, jakie kiedykolwiek czytałam, i mnóstwo innych jeszcze poza tym. Zadziwiające jest, ile przeróżnych rzeczy wie i umie.
Poszliśmy na długą włóczęgę dzisiaj rano i po drodze złapała nas burza. Ubrania nasze przemokły do nitki, zanim zdążyliśmy dostać się do domu, ale humory ani trochę nam nie zwilgotniały. Trzeba było panu widzieć twarz pani Semple, kiedy ociekając wodą, zjawiliśmy się na progu kuchni.
— Panicz Jerry! Panna Aga! Na miłosierdzie boskie! Przemoknięci do szpiku kości! Co tu robić? Co robić?! Nowe, śliczne ubranie panicza zupełnie na nic!
Była ogromnie zabawna; doprawdy, jak gdybyśmy mieli po dziesięć lat, a ona była naszą, doprowadzoną do rozpaczy, matką. Przez chwilę bałam się, że za karę nie dostaniemy konfitur do herbaty.