— Czy masz jakieś zastrzeżenia?

Dawydow wstał, spojrzał na przyjaciela i milcząc wyciągnął doń rękę:

— Przekonałeś mnie. Ale nie jest dla mnie jeszcze jasne — dlaczego mieli trafić właśnie na naszą planetę — maleńki pyłek pośród planet i gwiazd? Są jeszcze inne pytania, ale sprawa zasadnicza jest według mnie dostatecznie przekonywująca. Niesłychane, nieprawdopodobne, ale realne. Jednakże jak myślisz, czy można to ogłosić drukiem?

Szatrow potrząsnął głową:

— W żadnym wypadku! Pośpiech może wszystko zabić. Jeżeli chodzi o takie odkrycie — jest po prostu niedopuszczalne.

— Słusznie, słusznie, przyjacielu. Zawsze lepiej jest przeczekać aniżeli zaglądać naprzód. Ale tymczasem przygotować się należycie! Należy uzbroić się w argumenty tak ważkie, jak nasz „argument” w Leningradzie.

Szatrow przypomniał sobie „argument”, który znajdował się w czasie ich wspólnej pracy w kącie gabinetu Dawydowa.

Była to masywna żelazna podstawa szkieletu. Dawydow groził, że będzie przy jej pomocy przekonywał upartego i zapalczywego w dyskusjach przyjaciela. Szatrow mimo woli uśmiechnął się:

— A jakże, pamiętam! O właśnie. Tutaj rozpoczyna się druga część mojej sprawy. Nie jestem geologiem, nie pracuję w polu — jestem po prostu molem książkowym. A tylko ty, i nikt inny, będziesz miał dość siły, by przeprowadzić to przedsięwzięcie. Twój autorytet…

— Cha, cha, cha! Jednym słowem, trzeba będzie robić odsłonięcia warstw w miejscu, gdzie odbyła się walka gwiezdnych przybyszów z dinozaurami… No, no…