Był wesoły, co wydało się profesorowi niewłaściwe.

— Czy można zaczynać, towarzyszu majorze? — dźwięcznym głosem zapytał sierżant. — Skąd zaczynamy?

— Stąd. — Major wskazał ręką krzak głogu. — Kierunek dokładnie do tamtej brzózki.

Sierżant i czterech przybyłych z nim żołnierzy przystąpiło do usuwania min.

— Gdzie tu jest czołg Wiktora? — cicho zapytał Szatrow. — Widzę tylko niemieckie…

— Proszę spojrzeć tu — major wskazał ręką na lewo wzdłuż tej grupy osik. Czy widzicie tę brzózkę na pagórku? Tak? A na prawo od niej — czołg!.

Szatrow spojrzał uważnie. Nieduża, cudem ocalała brzózka stała na polu bitwy, a delikatne jej listki drżały lekko na wietrze. W odległości dwóch metrów, pośród chwastów wznosił się stos pogiętego metalu, podobnego z daleka do czerwonej, upstrzonej czarnymi cieniami plamy.

— Czy widzicie? — zapytał major i w odpowiedzi na twierdzący gest profesora dodał: — A jeszcze bardziej na lewo, nieco z przodu — stoi mój czołg. Ten oto, czarno-czerwony, spalony. Tamtego dnia ja…

Major niespodziewanie zamilkł i Szatrow nie doczekał się końca zdania.

— Gotowe! Zbliżył się do nich sierżant, który już zakończył robotę.