Dawydow pośpieszył do Kolcowa i poprosił administratora, ażeby zamówił bilet lotniczy.
Rozdział III. Oczy rozumu
Droga wiła się brzegiem wąskiej rzeczki. Wysokie ściany wąwozu krzyżowały się w oddali swoimi pochyłościami, które opadały stromo z prawej i lewej strony ku rzece.
Najbliższe urwisko czerniło się surowo w zacienionym pasie z lewej strony. Jodły jak strzały ustawiły się szeregiem wzdłuż zębatej, skalnej ściany. Wznoszące się pochyłości wydawały się u góry coraz jaśniejsze, a najdalsze okryte były jakby lekką, perłową mgłą. Nieco na uboczu wznosił się okryty śniegiem występ, który przechodził w potężny grzbiet górski, śnieg osuwał się wydłużonymi, białymi pasmami po jego szarych, kamienistych zboczach, a na wierzchołku, gdzie olśniewająco biała warstwa śniegu wygładzała występy skał — wielki biały obłok powoli, jak biała łódź, wlókł się po śnieżnej przełęczy górskiego grzbietu.
Droga okrążyła strome urwisko i zaczęła się wznosić ku przełęczy, garbiąc się i wyginając. Maszyna rozgrzewając się wyła; dął czysty, zimny wiatr, wdzierając się w szpary na wpół otwartych szyb.
Dawydow nie spostrzegł, jak minęli przełęcz, raczej odgadł to nie słysząc więcej szumu motoru. Maszyna pomknęła w dół, tam, gdzie otwierała się równa jak stół dolina, okrążona potrójnym łańcuchem występów górskich.
Na dole, wyżłobione fantastycznymi wypłuczyskami lub podnoszące się w postaci wysokich wieżyczek i zaokrąglonych kopuł, ciągnęły się czerwone piaskowce i glina. Drugi występ masywnych skał był jakby najeżony pasmami jodeł, które wydawały się czarne na szaro-fioletowej powierzchni zbocza. W wysokości zaś, połyskując zwycięsko swoją nieprzystępną bielą, ciągnął się zębaty łańcuch górski, niby mur ochronny olbrzymiego zamku, który broni doliny.
A tam, na dole widać było wyraźną bruzdę, która pruła równy step, nasyp olbrzymiej tamy, zwały ziemi, głębokie kotliny, domki, osiedla i rzędy długich, białych namiotów.
Dawydow przyzwyczaił się już do widoku ogromnego budownictwa, które na początku zdumiewało go, ale obecnie ze wzruszeniem patrzył na ażurowe sploty rusztowań konstrukcji betonowych. Tutaj widocznie mieściła się centralna elektrownia wodna. Przy odsłonięciu warstw znaleziono szkielety dinozaurów; było to cmentarzysko, powstałe jeszcze wtedy, kiedy dookoła nie było tych wysokich gór. Góry te podniosły się później — powstały na skutek potężnych reakcji atomowych, które odbywały się w głębinach skorupy ziemskiej. Ale promieniowanie mogło się przedostać tutaj i mogło właśnie sprowadzić gwiezdnych przybyszów, poszukujących energii atomowej.
Maszyna zatrzymała się koło długiego, białego domu.