— Metal ten jest w naszych instrumentach najlepszym wskaźnikiem promieniowania neutronowego. Że to jest ind, wiem stąd, że zdecydowałem się wyświdrować tutaj, celem analizy…

— Te gwiazdki — czy to jest jakieś pismo, czy też coś innego? — w zdenerwowaniu zapytał Szatrow.

— Możliwe, że to jest jakieś pismo, może są to cyfry, a może schemat tego przyrządu. Obawiam się, jednak, że tego nie dowiemy się nigdy.

— I to wszystko?!!

— Wszystko. Czy tego ci mało, zachłanny człowieku? I bez tego posiadasz coś takiego, co oszołomi całą ludzkość.

— Czy wykopaliście wszystko? — nie mógł się uspokoić Szatrow. — Dlaczego razem z czaszką nie znaleziono szkieletu. Przecież to niemożliwe, aby nie było szkieletu…

— Szkielet oczywiście był, gdyby to była istota bezkostna, nie posiadałaby również czaszki. Wszystko zostało przekopane, przesialiśmy nawet piasek, ale bardzo wątpliwe jest, czy coś tam jeszcze się zachowało…

— Dlaczego jesteś tego tak pewny? daje ci to prawo?…

— Zwykłe rozumowanie. Natrafiliśmy na pozostałości po katastrofie, która zdarzyła się siedemdziesiąt milionów lat temu. Gdyby nie zdarzyła się katastrofa, nie znaleźlibyśmy tej czaszki i w ogóle żadnych szczątków, z wyjątkiem tych dinosaurów, które bez wątpienia będziemy jeszcze spotykać. Jestem pewien, że „oni” — Dawydow wskazał na czaszkę, która nieruchomo spozierała na przyjaciół swoimi oczodołami — bawili u nas bardzo krótko, najwyżej kilka lat i znów odlecieli do siebie. W jaki sposób doszedłem do tego wniosku, opowiem potem. Proszę spojrzeć tutaj — Dawydow rozwinął duży arkusz milimetrowego papieru — oto plan odsłonięcia warstw. „On” — profesor wskazał na czaszkę — znajdował się tutaj na brzegu potoku, z jakimś przyrządem i bronią, która zapewne pozwalała na wykorzystanie energii atomowej. „Oni” już ją znali i korzystali z niej, to nie ulega żadnej wątpliwości, ich obecność tutaj już tego dowodzi. „On” zabił za pomocą broni monoklona, i to z dużej odległości. Prawdopodobnie dinozaury porządnie im uprzykrzały życie. Następnie „on” zajął się czymś i został napadnięty przez olbrzymiego potężnego jaszczura. Czy nie zdążył chwycić swojej broni, czy też broń ta popsuła się — tego się już nie dowiemy. Jasne jest, że potwór został zabity zaledwie o kilka kroków od niebiańskiego przybysza i padł martwy prosto na „niego“. „Jego” zaś broń zepsuła się albo eksplodowała. Zdruzgotany przyrząd mógł wyzwolić skryty w nim ładunek energii i widocznie utworzyło się nieduże pole śmiercionośnego promieniowania. W polu tym zginęło kilka przypadkowo przybyłych tu dinozaurów — wskazuje na to ten stos szkieletów. Promieniowanie nie dosięgło drugiej strony, od południa, albo też było słabsze. Stąd przybyli też mniejsi drapieżnicy, którzy rozwlekli kości szkieletu niebiańskiego przybysza. Czaszka zaś pozostała na miejscu, możliwe, że była dla nich za ciężka, a może została przygnieciona ciężarem głowy dinozaura. Zresztą zginęła również część szakali — o tu znajdują się trzy małe szkielety. Wszystko to odbyło się na nadbrzeżnych wydmach i wiatr bardzo szybko skrył wszelkie ślady tragedii, która się tu zdarzyła.

— A przyrządy, a broń? — sceptycznie wykrzywił usta Szatrow.