— Pan dziedzic? Jaki pan dziedzic?

— Ten nowy. Ten... jak on się nazywa?

— Nie wiesz, jak się nazywa nowy dziedzic?

— Wiem — chłop machnął ręką — ano, zaraz... jak on się tam nazywa? Jakby Mendel czy coś w tym rodzaju...

— To on kupił Weisówkę? — ojciec trochę kpił z goja.

— On.

— Ładny mi dziedzic. Słuchaj ojczulku, czy ty się czasem nie mylisz?

— Nie, nie mylę się.

— Jakoś nie znasz swego dziedzica.

— Ech... Pan kupiec sobie kpi. Kto by nie znał dziedzica? To przecież Mendel, czarny Mendel!