„Pan kupiec” tymczasem umył się nad wiadrem z pomyjami, po czym zaczął się głośno modlić.
Matka wiła się i kręciła na łóżku, niczym robak w piasku.
Wcisnęła głowę w poduszkę i wzdychała:
— Cholerne interesy mojego męża. Nie można zmrużyć oka.
Ojciec jednak nie słyszał tego. Józia, córka bednarza, wystawiła swoją czarną, owczą głowę spod kołdry. Wyciągnęła nagie ręce i leniwym wypoczętym głosem zapytała chłopa:
— Ojczulku, masz syna?
— Jasne, że mam — odpowiedział Mateusz, odwracając twarz ku łóżku Józi.
— A młody ten twój syn?
— Młody. Pewnie, że młody.
— To poślij go tu ojczulku. Nie zapomnij!