— Chcesz tak jak wtedy? Tak?
Nie czekając na moją odpowiedź raptem przykręciła knot w lampie. W ciemności szybko ściągnęła ze mnie ubranie. Zrozumiałem, że mam się cicho zachowywać.
— Tu, u mnie będzie ci ciepło.
Głos Józi stał się bardziej ochrypły i ręce jej bardziej ciepłe.
— Chodź tu mały. Dzisiaj po raz ostatni. Wyprowadzam się bowiem od was. Nie opowiedziałeś matce?
— Nie... — powiedziałem zdławionym głosem, z twarzą przytuloną do jej ciała.
— Twoja matka kazała mi się wyprowadzić. Na pewno jej nic nie powiedziałeś?
— Na pewno!
— To dlaczego matka każe mi się wyprowadzić?
— Nie wiem.