Mówiąc to, patrzy kątem oka na to, jak ojciec ostrożnie zdejmuje serwetkę z prezentu cioci Noemi. Tato, dumny, powiada:
— Zobacz, jak piękny prezent przysłała mi Noemi!
Podnosi do światła butelkę wina. Ogląda ją od góry do dołu, po czym stawia na stole powoli, jakby miał do czynienia z chorym dzieckiem.
— Drogie wino — cedzi przez wargi — musi kosztować majątek.
— A co ty myślisz — drwi mama — bogacze mają ambicję wydawać pieniądze. Nie inaczej.
— A ja ci powiadam — mówi tato i znowu bierze butelkę pod światło — że to wino jest bardzo drogie.
— Możesz je zakwasić...
Ojciec zabiera się do przygotowywania nowego talerza z prezentem. Wybiera dwie małe figi, nadpsutą pomarańczę i kawałek strudla.
Sądzę, że będę musiał to zanieść do Mordechaja Sztroja, wspólnika taty.
Mama owija mi szyję ciepłym szalikiem i pyta: