Icze wysunął do przodu daszek czapki i gniewnie zauważył:
— Nigdzie nie biegaj! Jak będziesz biegała, dostaniesz kamieni w brzuchu. Zapisuję ci taką wodę, z której zrobisz mu kompresy. Co sześć godzin nowy kompres mu przyłożysz. Jeśli stan się nie poprawi, wezwiesz mnie. Postawię mu wtedy pijawki.
— Dlaczego pijawki? Mój Berl nigdy pijawek nie kazał stawiać — skrzywiła się mama.
— Dlatego właśnie umarł, ten twój Berl — odpowiedział Icze kierując raczej słowa do Tojby, niż do mamy.
Mimo że odczuwałem żar w nodze, zdążyłem zauważyć, że brodę i oczy miał skierowane ku Tojbie.
— Jak się nazywasz? — zapytał, łapiąc Tojbę za podbródek.
— Tojba — odpowiedziała moja siostra nieco przestraszona.
— Czyjaś ty? Skąd?
— Tutejsza — odpowiedziała Tojba, odsuwając się powoli od niego.
I nagle jego palce ześlizgnęły się z podbródka na jej pełne, obfite piersi. Zatrzęsła się Tojba i mimo iż felczer Icze był osobą poważaną w mieście i uchodził za specjalistę, zdobyła się na zuchwałość. Energicznie odepchnęła jego ręce i gniewnym głosem zawołała: