Babcia powiedziała, że wypchnęła chłopca za drzwi, krzycząc:
— Co on sobie myśli, że jego syn to bękart? A samemu przyjść to nie łaska? Nie przystoi mu?
Dziadek ukrył głowę w ramionach i donośnym głosem, skierowanym do mundurków, oświadczył, że ojciec ma rację, żywiąc urazę do mamy.
— Nie wolno wyjechać bez pożegnania.
— A to, że córka ma zaręczyny to pies?
— W takim przypadku należy przełożyć zaręczyny.
— Głupi jesteś!
— Idiotka z ciebie!
Rozdział IV
Tak czy owak mama zatrzymała się w Warszawie na dłużej. Mrozy nie ustępowały. Wysokie miękkie łóżko babci, w którym doktor Pomper co drugi dzień opukiwał moje plecy, stało teraz zaścielone.