Człapałem już powoli po pokoju. Mały, wychudzony, z pozieleniałą twarzą, pijałem kozie mleko, które babcia przynosiła aż z ulicy Mariańskiej.
Dziadek podczas mojej choroby bardziej osiwiał. Policzki mu poczerwieniały, a nos się wyostrzył. A zachowywał się dziadek tak, że kiedy ja wypijałem swoje kozie mleko, on pociągał z buteleczki, którą ukrywał w jakimś ciemnym kącie mieszkania. Zarzucał przy tym, wzorem goja, głowę do tyłu, otwierał usta na całą szerokość i łykał zawartość aż do dna.
Mnie raziło to, że dziadek pił wprost z butelki. Do czego służą szlifowane kieliszki, które stoją w kredensie?
Miał na to dziadek odpowiedź, że gdy się pije z butelki to jest tak, jakby człowiek w czasie wielkiego upału chodził spragniony po polu i nagle ujrzał przed sobą źródło wody. Kto wtedy szuka szklanki? Przypadnie natychmiast do wody i zacznie pić, aż opije się jak cap.
— Wskaż mi, bardzo o to proszę — powiedział dziadek — jakąkolwiek roślinę, jakikolwiek kwiatek lub jakiekolwiek zwierzę, które by używało do picia szklanki. Chyba nie uważasz, że człowiek nie jest zwierzęciem?
No cóż. Trochę to dziadek ma rację. Niewątpliwie dobrze jest pić prosto ze źródła, ale mimo to czegoś nie zrozumiałem, albo trudno mi było zrozumieć. Dziadek twierdził, że po wypiciu takiej buteleczki przejaśnia mu się w głowie. Pracuje mu się zupełnie inaczej. Ma na to dowód: gdyby Mojsze-Rabejnu nie lubił wódki, to by nie mógł wyprowadzić Żydów z Egiptu.
Tę samą rację przedstawił memu mełamedowi14 Szyme-Josefowi, który przyszedł mnie odwiedzić podczas choroby.
Szyme-Josef był człowiekiem niskiego wzrostu. Miał dużą, gęsto zarośniętą twarz i małe świdrujące oczka. Usłyszawszy wywód dziadka, skrzywił się z niesmakiem. Mojsze-Rabejnu w przedstawieniu dziadka nie przypadł mu do gustu. Stwierdził, że za czasów Mojsze-Rabejnu nie było jeszcze wódki na świecie.
— Co znaczy, że nie było wódki? — dziadek nie posiadał się ze zdumienia.
— Jak to mogło być? A jak Żydzi mogli wyjść z Egiptu nie łyknąwszy na drogę wódki?