Mama dostała wypieków na twarzy. Mnie coś chwyciło za serce. Nie inaczej, jak tylko to, że siwa broda należy do proroka Eliasza. Przyniósł awizo. Pieniądze do odebrania na poczcie. Mama z chorobliwymi wypiekami na twarzy szybko pobiegła na pocztę. Było jednak za późno. Kasa nie wypłacała już pieniędzy. Mimo to mama wróciła do domu podniesiona na duchu. Od razu zapaliła w kuchni. Ugotowała barszcz z kartoflami. Barszcz pachniał dzisiaj jak wino. Lampa świeciła jaśniejszym światłem. Nad dachem stał księżyc i z szyb naszych okien powoli złaził mróz.

Ja już o niczym innym nie myślałem, jak tylko o pieniądzach, które mama podejmie jutro na poczcie. Byłem pewny, że teraz jesteśmy już bogaci. Przeprowadzimy się do nowego pięknego mieszkania. Mama również napomknęła o nowym mieszkaniu i o parze nowych butów dla mnie. Tylko ojciec siedział przy kolacji osowiały i milczący jak zawsze. Jadł powoli, wpatrzony nieruchomymi oczami w okno. Raniutko mama pobiegła na pocztę. Czekałem na nią w domu. Serce waliło we mnie jak młot. Kilka razy otworzyłem z niecierpliwością drzwi i schodziłem w dół po schodach. Wiele pieniędzy bogaty brat z Łodzi nie przysłał. Ciężkie czasy — usprawiedliwiał się. Na dodatek ma zamiar wydać córkę za mąż. Do tego potrzebne są pieniądze. Ale moje stare buty oddano do naprawy, czesne w szkole uiszczono i dla ojca mama kupiła nową kurtkę.

— Po co ta kurtka? Przecież mam kurtkę — żachnął się ojciec.

— Co to za kurtka? Same strzępy.

— Też mi pomysł! — wymamrotał, ale ostrożnie położył kurtkę na stole i przez dłuższą chwilę nie spuszczał z niej oka.

I tak przez kilka dni kurtka leżała na stole, a ojciec jej nie dotknął. Dopiero w sobotę rano, kiedy mama sprzątnęła izbę, tato długo krążył wokół stołu, aż wziął nową kurtkę do ręki i ubrał.

Ja w owe dni też coś nowego uzyskałem. Nie mam na myśli nowych butów, ani czesnego w szkole, ani nawet wełnianych rękawiczek, ale coś takiego, czego nazwać jeszcze nie potrafię. Może to był nowy cichy głos ojca. Jak długo pamiętam, nigdy jego głos nie był taki cichy. A może to załzawione oczy mamy, kiedy w zwykły powszedni dzień ojciec pomógł mi wdziać palto i poszedł ze mną do bóżnicy, do rudego Żyda z zielonymi wąsami, u którego rozpocząłem naukę o przepisach związanych z nakładaniem na lewej ręce i na głowie tefilin.

Wkrótce mieć będę trzynaście lat i będę sam odpowiadał za swoje postępowanie.

Przypisy:

1. cheder — dawna elementarna szkoła religijna dla chłopców od piątego roku życia. [przypis tłumacza]