— Dotychczas, jak wiadomo, dzieliła ludzi okrutna nierówność. Jedni wygrywali swoje życie, drudzy je przegrywali. Dzisiaj klęskę ponoszą wszyscy.

Don Lorenzo zmarszczył brwi.

— Mówisz, jakbyś był heretykiem.

— Tak myślę.

— Tym gorzej, jeśli tak myślisz.

— A nie sądzicie, panie, że wobec powszechności klęski jednak najmniejszą ponosi ten, kto ją przewiduje?

— Nie wiem. Przywykłem myśleć, iż ten zwycięża, kto klęski w ogóle nie bierze w rachubę.

— Nie wątpię, panie, że tak właśnie myślicie. Ale nadzieja zawsze kosztuje najdrożej.

Don Lorenzo napełnił puchar winem i nim podniósł go do ust, powiedział twardo:

— Nadzieja nie zna klęski.