Na to rzekł don Miguel:

— Tym gorzej.

— Dla nadziei?

— Dla tych, którzy się nią łudzą.

Don Lorenzo poruszył się niecierpliwie.

— Wierzyć mi się nie chce, don Miguelu, abyś będąc tak młodym, własnym tylko doświadczeniom zawdzięczał tę szczególną wiedzę o życiu. Niezwykłych musiałeś mieć nauczycieli, przyznaj się.

— Nie wiem, czy niezwykłych. Byli raczej zwykli, za to uwagi i pamięci na pewno godni. Może was to zdziwi, panie, ale jeśli z jednym z nich zetknął mnie przypadek, to właściwie w pewnej mierze wam to zawdzięczam.

Don Lorenzo zwrócił ku niemu pociemniałą twarz.

— Uważaj, don Miguelu. Jeśli nie chcesz, abym musiał zapomnieć, że jestem w twoim domu gościem, przestań mówić zagadkami.

— Nie miałem zamiaru dotknąć was, panie — odparł spokojnie don Miguel. — Spytaliście mnie o moich nauczycieli, właśnie chciałem o jednym z nich opowiedzieć.