— Ojcze mój — powtórzył padre Diego.

Leżał bez ruchu, niewidzącymi oczami wpatrzony w ciemność. Wreszcie spytał:

— To ty, mój synu?

— Tak, ojcze. Postaraj się zasnąć. O świcie będziemy w Avila.

— O świcie?

— Niedługo będzie świtać.

— Zimno mi, podaj mi rękę.

Padre Diego pochylił się i poszukał w ciemnościach dłoni czcigodnego ojca. Była zimna i wilgotna. Trzymał ją przez chwilę w swojej, powoli uciszało się jej drżenie. Już wydało mu się, że czcigodny ojciec usypia, gdy ten gwałtownie się poruszył.

— Nie! — zawołał. — Nie!

— Ojcze mój — szepnął błagalnie padre Diego.