— Tak, ojcze.

— Wiesz, którędy się idzie do kościoła?

— Wiem, ojcze.

— Wskaż mi zatem drogę. Poczekaj! Obudź wpierw swego towarzysza.

Don Rodrigo pochylił się nad śpiącym i szarpnął go za ramię.

— Lorenzo!

Tamten sennym i dziecinnym jeszcze ruchem odgarnął z czoła jasne włosy, lecz gdy otworzył oczy — natychmiast oprzytomniał i stanął na nogi.

— Czemu spałeś? — rzekł półgłosem padre Torquemada.

— Wybacz, czcigodny ojcze, znużenie mnie zmorzyło.

— Znużenie? Znużenie należy przezwyciężać, a nie ulegać mu.