— „Ojcze Nasz, któryś jest w niebie” — rzekł wreszcie głosem równie jasnym i dźwięcznym, jak uprzednio.
— „Święć się imię Twoje”.
— „Święć się imię Twoje”.
— „Przyjdź królestwo Twoje”.
Diego poczuł skurcz w gardle i pod powiekami gorące łzy.
— „Przyjdź królestwo Twoje” — powiedział cicho, aby nie zdradzić drżenia głosu.
— „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
Diego i to zdanie powtórzył, lecz jeszcze ciszej. Czuł, że przy następnym wersecie nie zapanuje nad ogarniającym go wzruszeniem i rozpłacze się na głos. Lecz czcigodny ojciec Wielki Inkwizytor nie modlił się dalej. Umilkł, skroń pochylił ku dłoniom, jak gdyby zapomniał o klęczącym obok.
Czuwająca przez całą noc sygnaturka sióstr karmelitanek znów poczęła dźwięczeć w oddali. Padre Torquemada podniósł głowę.
— Amen — powiedział mocnym, skupionym głosem. — Bracie Diego!