— Panie?
— Wracaj, mój synu, do siebie. Świtać będzie niebawem, czeka cię, jak sądzę, niełatwy dzień.
— Oby był początkiem ostatniego! — zawołał Diego.
Na to rzekł Torquemada:
— Każdy człowiek jest panem i równocześnie sługą swego losu. Idź już requiescere in pace21 w swojej celi, dopóki nie otrzymasz od przełożonych nowych poleceń.
Noc istotnie się kończyła i kiedy fray Diego przechodził klasztornym dziedzińcem — na niebie już rozjaśnionym od wschodu niebieskawą poświatą gwiazdy poczęły przygasać. Mglista szarość przedranna leżała w powietrzu i chłód tej ostatniej nocnej godziny był szczególnie przenikliwy.
W cieniu krużganka stał człowiek. Diego zatrzymał się, potem podszedł bliżej.
— To ty, Mateo?
— Ja — rzekł tamten. — Skąd wracasz? Byłeś w kościele?
— Tak.