— Boże wielki! Widziałeś go?
— O kim myślisz? Widziałem diabła.
— Diego!
— Zwyciężył mnie tym razem. Modliłem się z nim.
Fray Mateo chwycił go za rękę.
— Diego, mój mały Diego. Obudziłem się w nocy, poszedłem do twojej celi, była pusta. Potem na korytarzu zagrodził mi drogę młody rycerz, jeden z jego domowników. Spytał mnie: „Gdzie idziecie, wielebny bracie?” Powiedziałem: „Do kościoła”. Dotknął wtedy mego ramienia i powiedział: „Jest noc, wielebny bracie, nie zakłócajcie naszemu czcigodnemu ojcu chwil samotnego rozmyślania”. Tutaj więc czekałem na ciebie, Diego. Bardzo długo czekałem.
Diego podniósł głowę.
— Po co?
— Bałem się o ciebie. Dlaczego chcesz siebie zgubić? Co to znaczy, że modliłeś się z nim razem?
— Nic — rzekł Diego patrząc w mrok pod nisko sklepionymi arkadami.