— Nic?

— Chciałem go zabić, a potem powtarzałem za nim: „Ojcze Nasz”.

Fray Mateo drgnął.

— Diego, coś ze sobą zrobił? Czemu dobrowolnie wydajesz się w ręce nieprzyjaciela?

Diego wzruszył ramionami.

— Nie wiem. O cóż właściwie chodzi? I tak nie ma ocalenia. Można oszaleć albo dobrowolnie siebie zniszczyć. To wszystko.

— Bóg jest jeszcze!

Diego cofnął rękę.

— Żegnaj, Mateo. Jestem zmęczony, chcę spać, requiescere in pace22, jak mi to zalecił czcigodny ojciec.

— Diego!