— Co mówią?
— Kto, ojcze?
— Ludzie.
— Przyjeżdżał marszałek dworu Ich Królewskich Mości...
Torquemada niecierpliwie poruszył ręką.
— Nie o to pytam. Co ludzie mówią? Moi domownicy, bracia.
— Wykonują twoje rozkazy, ojcze.
Torquemada podniósł się i oparł na łokciu. Twarz miał bardzo zmęczoną, szarą, jak po nie przespanej nocy, lecz w spojrzeniu jego ciemnych, głęboko osadzonych oczu czuwało napięte skupienie.
— Tylko tyle?
— Ojcze wielebny — powiedział fray Diego, odnajdując jasność swego młodzieńczego głosu — osobiście sprawdzałem, aby wszystkie twoje rozkazy zostały wykonane. Starałem się być wszędzie.