— Nikt z moich domowników, żaden z tutejszych braci nie wypowiadał niewłaściwych uwag?

— Ojcze czcigodny, stale przebywałem nie opodal czuwających, często nawet przez nich nie zauważony, nie słyszałem jednak, aby z czyichkolwiek ust padły słowa niegodne chrześcijanina.

— Buntownicze zamysły — powiedział Torquemada w taki sposób, jakby pomyślał na głos — nie zawsze potrzebują słów.

Fray Diego zawahał się, po czym śmiało spojrzał Wielkiemu Inkwizytorowi w oczy. — Widzę, że masz mi coś więcej do zakomunikowania — rzekł Torquemada.

— Tak, ojcze.

— Mów zatem.

— Wybacz, ojcze, może się mylę. Istotnie nie słyszałem słów zasługujących na potępienie, przemilczałbym jednak zbyt wiele, gdybym nie wyznał, iż według mego rozeznania istnieje, niestety, w twoim otoczeniu człowiek, który budzi we mnie niepokój.

Torquemada milczał, lecz fray Diego bez zmieszania wytrzymał jego spojrzenie.

— Czy wiesz, mój synu — powiedział wreszcie czcigodny ojciec — iż czujność wymaga, aby każde oskarżenie zostało sprawdzone?

— Wiem, ojcze.