— Żadne nie może być zlekceważone i ktokolwiek kieruje przeciw drugiemu człowiekowi choćby cień zarzutu, musi sobie zdawać sprawę, iż jeszcze winy nie udowadniając, stwarza przecież prawdopodobieństwo jej istnienia.

— Wiem o tym, ojcze.

— Przemyślałeś swoje oskarżenie?

— Tak, ojcze, przemyślałem je bardzo dokładnie.

— A zatem?

— Myślę o kapitanie twoich domowników, ojcze.

Torquemada nie wydawał się zdziwiony, pobłażliwie się tylko uśmiechnął.

— Wysoko sięgasz oskarżeniem, mój synu. Pan de Sigura cieszy się sławą nieskazitelnego chrześcijanina i rycerza.

— Wiem, ojcze. Wydaje mi się wszakże, że jest równocześnie człowiekiem nadto zamykającym się w swych myślach.

— I to wszystko, co masz mu do zarzucenia?