Don Rodrigo hałaśliwie odstawił dzbanek.
— Słuchaj, Lorenzo, jesteś mi zawsze miły i takim, mam nadzieję, pozostaniesz, musisz jednak wiedzieć, że od dzisiaj przestałem być dla ciebie Rodrigiem.
Lorenzo zmieszał się.
— Nie rozumiem cię. Co to znaczy?
— Jestem twoim dowódcą, rozumiesz teraz?
— Ty? O, Rodrigo...
W pierwszym odruchu radości chciał się rzucić przyjacielowi w ramiona, lecz ten szorstko go odsunął.
— Przed chwilą czcigodny ojciec raczył mnie mianować kapitanem swoich domowników. Poczekaj, nie przerywaj. To jedno. I drugie: jesteś bardzo młody, Lorenzo, musisz się jednak szybko nauczyć, że żołnierz nie zadaje pytań, pamiętaj.
— Wybacz — szepnął Lorenzo — nie wiedziałem...
— A teraz wiesz — przerwał oschle don Rodrigo. — Chodź więc i milcz.