— Mój synu — odpowiedział łagodnie Torquemada — służę prawdzie, tylko prawdzie i z niej czerpię siły. To wszystko.

Przez chwilę było milczenie. Fray Diego pochylił się i gorącymi wargami przywarł do nieruchomo na poręczy krzesła spoczywającej dłoni czcigodnego ojca. Wówczas ten podniósł z powolnym namysłem prawą rękę i kreśląc nad pochyloną głową znak błogosławieństwa, powiedział:

Ego te absolvo. In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti, amen45.

Bezpośrednio po rozmowie z Wielkim Inkwizytorem don Rodrigo de Castro wrócił do celi, którą dzielił z młodziutkim don Lorenzem. Ten na widok wchodzącego zerwał się z łóżka.

— I co? — spytał niecierpliwie.

Don Rodrigo bez słowa podszedł do stołu, sięgnął po dzban z winem i jak człowiek spragniony począł łapczywie pić.

Don Lorenzo z niepokojem wpatrywał się w przyjaciela.

— Co się stało, Rodrigo?

— Nic.

— Miałeś przykrości?