— Zaś tu obecny brat Diego jest osobistym sekretarzem czcigodnego ojca.

Padre Galvez, powłócząc przykrótką nogą, podszedł do Diega.

— Winszuję, mój synu. Musisz posiadać szczególne cnoty i zdolności, skoro tak młodego postawił cię czcigodny ojciec blisko swojej osoby.

Fray Diego skłonił głowę.

— Czcigodny ojciec kazał was pozdrowić oraz przekazać wam swoje błogosławieństwo. Równocześnie czcigodny ojciec wyraził ubolewanie, iż z racji swoich obowiązków musicie, i to nie zwlekając, zająć się pewną sprawą nad wyraz ciężką i bolesną.

Padre Galvez słuchał nieuważnie, spoglądając w bok i gniewnie marszcząc ciemne, krzaczaste brwi. Nagle się wyprostował.

— Siądźmy zatem — powiedział tonem nie przywykłym do sprzeciwu.

Pierwszy swym porywczym, kulejącym krokiem skierował się w stronę stołu stojącego w głębi refektarza48 i usiadłszy czekał, aż wszyscy zajmą miejsca.

— Słucham — powiedział.

Fray Diego, który skromnie zajął odległe miejsce, wstał i zwięźle, głosem prawie monotonnym, opowiedział, co zaszło. Skończywszy usiadł i dłonie wsunął w rękawy habitu.