on się śmiał,

przyszedł właściciel tego banana

i mówi „złaź pan z tego kasztana!”

a ta wierzba jest moja.

Po czym wyłącza elektryczny piecyk i wraca do przerwanej lek­tury:

Już za pierwszym spotkaniem mogłem się zorientować, że Kolen­da nie jest emigrantem z wyboru politycznego, polityka zupełnie go nie interesowała, zresztą wiele innych rzeczy również, chyba bardzo rzadko chodził do kina i do teatru, nigdy mi przynajmniej o czymś podobnym nie wspominał, do książek też, nie sądzę, żeby zaglądał, kilka razy widziałem w kieszeni jego płaszcza „Paris Soir”, z Paryża znał tylko dzielnicę, w której pracował oraz tę drugą, gdzie mieszkał, reszta miasta była dla niego jak z odle­głej i obcej planety. Był rodowitym warszawiakiem, urodził się, wychował i mieszkał na Marymoncie aż do jesieni roku 1942, kiedy wprost z ulicznej łapanki dostał się do Oświęcimia, potem pod koniec wojny był w Buchenwaldzie i na ostatek krótko w Dachau. Po wyzwoleniu przez Amerykanów myślał o powrocie do kraju, ale kiedy się dowiedział, że wszyscy jego bliscy: rodzice, rodzeńs­two, również młodziutka żona zginęli w Powstaniu, począł powrót odkładać, miał fach łatwy do sprzedania, więc najpierw pracował w Monachium, potem się przeniósł do Francji, do Paryża, zarabiał nieźle, ożenił się z Francuską, kelnerką z self-service’u przy bul­warze St. Michel, dorobił się z nią dwojga dzieci oraz skromnego mieszkania w okolicy Bastylii, co wszystko razem było wcale nie mało, zważywszy, że zaczął po wojnie od zera, nie sprawiał przy tym wrażenia, jak wspomniałem, człowieka obarczonego nazbyt wie­loma przeżyciami i problemami, świat, który sobie stworzył i w którym się obracał: dom, drukarnia, bistro i chyba niewiele więcej, nie dostarczał mu szczególnie zawiłych konfliktów, miał pra­wo, takie odniosłem wrażenie, uważać się za człowieka, któremu na tyle się powiodło, aby być z życia zadowolonym.

Właśnie coś w tym sensie powiedziałem jednego razu, to było za drugim, może trzecim spotkaniem, gdy już zdążył mi opowiedzieć o sobie, co najważniejsze. Wtedy powiedział:

— Zadowolony? Satisfait. Ah, oui, oui, je comprands45. Zadowo­lony. Czy ja wiem? Zastanawiam się nieraz. Dawniej się nie zas­tanawiałem.

— Dawniej?

Avant la guerre46.