— Dlaczego przemęczony?
— Pracą, brakiem odpoczynku.
— Ah, non, non54! Ja się najwięcej męczę, kiedy nic nie robię.
— A co pański lekarz na to?
— Le docteur55 Cortot? O, on by mnie najchętniej widział w charakterze dożywotniego rentiera. Kiedy byłem u niego ostatnio przed paru miesiącami, wprost mi powiedział: pan monsieur56 Kolenda, gdyby był pan roządnym człowiekiem, sprzedałby pan czym prędzej mieszkanie i kupił gdzieś w ładnie położonym miasteczku niewielką kafejkę, żonie kazał interes prowadzić, a sam ryby łowił, na małe spacerki chodził, z sąsiadami gawędził, a wieczorami telewizję pooglądał albo ze dwa, trzy robry rozegrał.
— Może ma rację?
— Germaine też tak mówi.
— No, widzi pan!
Na to odpowiedział:
— Non, non, cher monsieur57, to nie byłoby dla mnie życie, ja muszę pracować. Jakie serce mam, to mam, dobre nie jest, bo jakie ma być? Ale jeszcze chodzi, a gdybym rzucił pracę i nic nie robił, tylko ryby łowił i spacerował, to pewnego dnia serce by mnie zadusiło, non, non, cher monsieur, ce n’est pas la vie pour moi58.