— Mój ojciec, pamiętam, kiedy pił, to szklanką po musztardzie.

— Musztardówką.

— Właśnie, musztardówką. A ja, jak byłem młody, mogłem wypić litr czystej i więcej, za okupacji bimber, ale pijakiem nie by­łem, sam nie piłem nigdy, z kolegami chętnie. Mais apres la guerre c’est fini51! Po wojnie już nie mogłem. A pana dawno nie by­ło, myślałem, że pan wyjechał.

Wyjaśniłem, gdzie byłem. Zamyślił się i zamrugał podczerwienionymi powiekami.

— Wieś. Ja już nawet nie pamiętam, jak prawdziwa wieś wyglą­da.

— A urlopy gdzie pan spędza?

— Ja nie biorę urlopów.

— Jak to? — nie bardzo zrozumiałem.

— Dawniej brałem, jeszcze po wojnie brałem, ale teraz od wielu lat nie biorę. Moi, je dois travailler52, bo jak nie pracuję, zaraz czuję się gorzej z sercem. Żona z dziećmi zawsze w lecie wyjeżdża, w zeszłym roku byli Bretanii, teraz się wybierają do Hiszpanii, mamy Deux Chevaux, żona prowadzi, pas mal, moi non53, refleks mam słaby, skupić się nie potrafię.

— Pewnie jest pan przemęczony?