— Był pan u lekarza?

— Na moje serce nie ma lekarstwa.

Pomyślałem, że typowy hipochondryk, a on dopił swoje cassis, to była godzina popołudniowa, i spojrzał na zegarek.

Il faut travailler48 — powiedział. — Pan jeszcze długo w Paryżu?

— Trochę — odpowiedziałem, bo nie wiedziałem dokładnie, ile zostanę.

Tak się złożyło, że z początkiem Nowego Roku wyjechałem na parę tygodni na wieś, do przyjaciół aż pod Arles, wróciłem w dru­giej dopiero połowie stycznia i bodaj tego samego dnia odnalazłem Kolendę w bistro, kończył cassis, gdy wszedłem, ale odmówił, kie­dy mu dla towarzystwa zaproponowałem następne.

Je ne peux pas boire49 — powiedział — Moja żona pije do obia­du wino, mais moi non50, jedno cassis, to moja norma, i to nie co dzień.

— Z powodu nadciśnienia?

— Dawniej mogłem pić, miałem mocną głowę, ale teraz nie. A w Polsce zawsze dużo piją?

— Raczej tak.