bardzo żałuję, że nie mogę przyjechać na Twój Jubileusz, aby osobiście Cię uściskać i wypić z Tobą Twoje zdrowie. Mam nadzieję, że powetuję to sobie w roku 1990 na Twoim osiemdziesięcioleciu, i jeśli i wtedy się okaże, że właś­nie kończę Miazgę — zostanie nam jeszcze rok 2000 szczegól­nie przychylny takim uroczystościom.

Bardzo, bardzo serdecznie Cię ściskam i wszystkiego możli­wie najlepszego życzę. Marysia i cała moja rodzina przyłą­czają się do tych życzeń.

O dziewiątej wieczorem, w mieszkaniu Stefana Raszewskiego (Raszewski zajmuje połowę bliźniaczej willi na dolnym Mokotowie), a ściślej: w jego obszernym gabinecie na wysokim poddaszu zbie­ra się kilku przyjaciół: Antoni Formiński, prezes Komitetu do Spraw Radia i Telewizji, Józef Halicki sekretarz KC68, Kazimierz Jaśko, redaktor „Panoramy Tygodnia”, Wojciech Konopka, pisarz, Marian Krystek, sekretarz KM69 w Warszawie, Leopold Panek oraz pułkownik Władysław Pasieka z MSW70. Żadnej kolacji. Koleżeńskie wieczory u Raszewskiego mają już swoją tradycję: czysta wyboro­wa, sucha kiełbasa, podwędzona słonina i boczek, kiszone ogór­ki, chleb, piwo, to wszystko.

— Towarzysze! — mówi Raszewski — porządek dzienny dzisiej­szego zebrania przewiduje trzy punkty. Punkt pierwszy: zagaje­nie, drugi: część artystyczna, trzeci: dyskusja oraz wolne wnio­ski. Kto chce zabrać głos w sprawie porządku dziennego? Nikt. Słusznie. Wobec tego uważam porządek dzienny za przyjęty przez aklamację i przystępuję do punktu pierwszego, czyli zagajenia. Otóż w pierwszych słowach zagajenia muszę wam, chłopcy, powie­dzieć, że jesteście dupy!

Ogólne zainteresowanie i rozbawienie. A Raszewski:

— Nie ma się z czego śmiać, towarzysze. Dupy jesteście. A dlaczego jesteście dupy? Bo nikt z was nie wysunął demokratycz­nego wniosku, że jak jest zebranie, to należy wybrać przewodni­czącego.

Ryk śmiechu. Raszewski:

— Dziękuję towarzysze. Uważam, że wybór przewodniczącego został dokonany przez aklamację.

PUŁKOWNIK PASIEKA

Stefan, wódka się zagrzewa!