Po co? On po rozmowie z Władkiem sam swoje usłu­gi kulturalne ograniczy. Wiersze niech pisze.

PREZES FORMIŃSKI

Zrobi się.

RASZEWSKI

No, chłopcy! Zejdźmy już z tego śmierdziela. Wojtek, szkło się rozsycha!

(Płyta nagrana na V Zjazd Partii jest zatytułowana CZEŚĆ PARTII. Na jednej stronie: 1) Międzynarodówka, 2) Mazur kajdaniarski, 3) Warszawianka 1905, 4) Pieśni więzienne: a) Przez błota poleskie, b) Idą, 5) Gdy naród do boju, 6) My ze spalonych wsi, 7) Oka, 8) Cześć Partii; na drugiej stronie: 1) Nad Donem i Wisłą, 2) Kiedyśmy wracali, 3) Po ten kwiat czerwony, 4) Polonez warszawski, 5) Na prawo most, na lewo most, 6) Dzień dobry, Nike, 7) Pieśń o Wiśle, 8) Ukochany kraj.

Wykonawcy: chór i orkiestra Polskiego Radia, zespoły: „Mazowsze”, „Śląsk” i „No To Co71”, soliści: Tadeusz Bartosik, Mieczysław Czechowicz, Bernard Ładysz, Kazimierz Pustelak, Joanna Rawik, Józef Wojtan).

Lektura tej sceny potwierdza wszystkie moje wątpliwości i zastrzeżenia, zanotowane jeszcze przed kilkoma tygodniami, 31 marca i dnia następnego. Zresztą w tej chwili nie ta scena mnie niepokoi. Niepokoi mnie scena jeszcze nienapisana, dalszy nie­jako ciąg obecnej, lecz rozgrywająca się w parę godzin później, już po powrocie Celiny Raszewskiej z koncertu, także po powrocie Antka. Na razie zupełnie tej sceny nie widzę. Pijani? Ale czy wszyscy? A jeśli pijani, to co z każdego z nich wyłazi? Z jaki­mi garbami chodzą? Co ich gryzie? Naprawdę są przyjaciółmi? Jakie wspomnienia natrętnie wokół nich krążą?

Przed paroma dniami, gdy rozmowa na moment i zupełnie mar­ginesowo zeszła na Wacława K. — Irena bardzo trafnie go okreś­liła jako rzadkie na ogół połączenie nienawistnictwa z lizusostwem. Redaktor Jaśko? Człowiek, dla którego głównym motorem działalności publicznej jest zastarzała nienawiść do rówieśnika, również dziennikarza, niegdyś przyjaciela?

Na razie się niepokoję i martwię, za dwa, trzy dni będę musiał coś z tym fantem zrobić. Dla Raszewskiego mam jego „sza­nsę”, ale dopiero w części III, kiedy w sobotę wieczorem Rasze­wski zawiadomiony telefonicznie o wypadku swego ojca (przy zbie­gu Krakowskiego Przedmieścia i Miodowej, zupełnie przypadkowym świadkiem tego wypadku jest Julia Singer znająca Zygmunta Ra­szewskiego jeszcze sprzed wojny) jedzie do szpitala i spędza pa­rę godzin przy łóżku umierającego starca.