— Przecież słyszę — odpowiada niechętnie.
— Co ci jest?
— Nic.
Po chwili:
— Głowa mnie boli.
— Stało się coś?
Ponieważ wciąż unika spojrzenia na Magdę i porusza nerwowo szyją, jakby go uciskał pomarańczowy szalik, widzi tylko dłoń Magdy opartą o poręcz fotela i widok tej ręki o dziecięco przykrótkich palcach i krótko przyciętych paznokciach, nieco rozpłaszczonej od gry na fortepianie, sprawia, że delikatnie jej dotyka.
— Magda — mówi cicho — nie bądź taka, proszę cię.
Magda gwałtownie rękę cofa.
— Przestań, bo się rozpłaczę.