Nagórski, cofnąwszy cokolwiek fotel do tyłu, jakby stwarza­jąc ten pozorny dystans, chciał się od towarzystwa Orlika odciąć, popijał swojego harcerzyka, w pewnym momencie odstawił opróżnioną szklankę na stół i już miał zamiar podnieść się i odejść, gdy Or­lik podźwignął głowę, przetarł wierzchem dłoni załzawione oczy, włosy odgarnął z czoła, a skoro spojrzał na Nagórskiego, wyraz je­go oczu, jeszcze zaczerwienionych i zwężonych, lecz przytomnych, stał się ostry i nieprzyjemny.

— Przepraszam, że przeszkodziłem — powiedział z krzywym uś­mieszkiem — już pana uwalniam od swego towarzystwa. A na pożegna­nie powiem panu: pan też jest skurwysyn, tylko skurwysyn na szla­chetno.

Czekał chwilę na reakcję Nagórskiego, lecz gdy się nie doczekał, podniósł się i odszedł w kierunku baru. Nagórski nie patrzył za nim. Zapalił papierosa, zaciągnął się dymem, a gdy pod­niósł głowę — Orlika już w barowym hallu nie było. „No tak!” — po­wiedział do samego siebie półgłosem i był to jedyny komentarz, na jaki potrafił się zdobyć. Jeszcze po chwili podniósł się, aby — wbrew temu, co podszeptywał rozsądek — zamówić następnego harce­rzyka — — — — —

wieczorem

Prawie dziesięć godzin nad maszynopisem, dotarłszy pod wie­czór do fragmentu o tyle krytycznego, iż od tego miejsca zaczynają pojawiać się w tekście szczeliny i dziury, nawet miejsca puste, tylko część zaprojektowanych scen jest napisana, a spośród nich te, które przed kilkoma laty były drukowane w „Twórczości”, wymaga­ją obecnie wielu korektur. Tylko przypadek sprawił, że znalazłem się w tym punkcie, pełnym niepokojących niewiadomych, akurat w pierwszą rocznicę dnia, w którym — wedle chronologii czasowej — zaczyna się Miazga. Pogoda lepsza niż w roku ubiegłym. Od kilka dni pochmurnie, lecz ciepło, sporo deszczu, w mieszkaniu — ponie­waż wciąż jeszcze grzeją kaloryfery — zaczyna być duszno.

Zbyt po całym dniu pracy zmęczony, żeby ożywić wyobraźnię i wybiec wraz z nią ku oczekującym mnie kłopotom, chciałbym prze­cież jedno jeszcze zrobić: przepisać mianowicie — z notatki z października roku ubiegłego plan nieopracowanych fragmentów II części Miazgi. Później się zastanowię, czy ten plan rzeczywiście wyczerpuje wszystkie wątki.

Na razie przedstawia się to tak:

1) Antek Raszewski i Magda Jackowska wychodzą po koncercie z Filharmonii.

2) Maciej Zaremba po spektaklu Orfeusza zstępującego w Teatrze Popularnym. Jego żona rodzi.

3) Bankiet w hotelu Europejskim wydany dla Haliny Ferens-Czaplickiej przez Związek Kompozytorów Polskich.