— Przybyszom z Zachodu na ogół się podobamy.

— Ja nie jestem przybyszem z Zachodu.

— Wiem i wcale nie miałem zamiaru dać ci do zrozumienia, że uważam cię za przybysza z Zachodu. Chciałem tylko powiedzieć, że prawdziwi przybysze z Zachodu nie są w stanie uchwycić wielo­znaczności różnych naszych gestów i manifestacji. Nie znają zasad.

— Ja się też w tych zasadach gubię. I w samej grze.

— Bo wyszłaś z wprawy. Ale gdybyś tu posiedziała dłużej, szybko byś doszła do formy. A raczej, żeby być ścisłym, do antyformy, do czegoś, co jest zaprzeczeniem formy klarownej i jed­noznacznej.

Odrzuciła głowę do tyłu, jakby stojącego tuż obok, przy stole, chciała lepiej widzieć.

Nagórski uśmiechnął się.

— Boże, jaka ty jesteś w tej chwili podobna do Krzysia!

— Już mi to kiedyś powiedziałeś w Paryżu i teraz, zaraz na lotnisku. Naprawdę jestem podobna?

— Każdy szczegół twojej twarzy wydaje się inny, a w całości, zwłaszcza w tym tak dla ciebie charakterystycznym odrzuceniu gło­wy trochę do tyłu, Krzyś prawie żywy.