— Mnie nalej — mówi Panek.

Więc Kuran nalewa sobie, potem płytką resztkę wsącza do kie­liszka Ksawerego.

— A wiecie, co to jest aksolot?

Nagórski:

— Aksolotl, Mareczku, nie aksolot.

— A więc aksolot, moi wy sfrustrowani mistrzowie, jest to salamandra meksykańska, która rozmnaża się przez pedogenezę, to znaczy rozmnaża się w stanie larwalnym, przy czym komórka jajo­wa rozwija się bez zapłodnienia. A w ogóle powinniście wiedzieć, że aksolot nigdy nie wychodzi poza stan larwalny, w pewnym momencie osiąga tzw. dojrzałość płciową, ale larwą pozostaje całe ży­cie. To się nazywa neostenia. Nie uważacie, że Polska jest neosteniczna?

Nagórski po raz drugi połyka przynętę:

— Neotenia, nie neostenia. Łapiesz słowa, jak muchy, Mareczku. Wydaje mi się, Ksawery, że twój utalentowany uczeń ma poważ­ne braki.

— Oczywiście — na to Kuran — łapię słowa, jak muchy, a po­tem wyrywam im nóżki i skrzydełka. Język, jak wiesz, zgodnie z teorią wuja nieboszczyka, nie należy ani do bazy, ani do nadbudo­wy, można go zatem kształtować wedle intencji subiektywnych. Mnie na przykład, aksolot lepiej pasuje niż aksolotl. Jak polot albo kaszalot. A neostenia jak astenia, względne neurastenia. Ty, Adam, jesteś znakomitym stylistą, tylko brak ci czasem po­lotu. Zresztą rozumiem cię. Przyznaj się, jesteś aksolot, nie?

Panek, który przecierał chustką spieczone wargi, parsknął krótkim śmiechem.