— Nie znasz? Prawda! Zapomniałem, że dla niektórych fraje­rów ona się nazywa Nike, ale dla Szuflady i Sezama i całej feraj­ny oblatuje jako Ping Pong, piłeczka, rozumiesz?

— Zabawne — mówi Nagórski, cofając się nieco do tyłu, aby skryć w cieniu bladość twarzy.

A ponieważ znakomity pisarz nie posiada już, niestety, mło­dzieńczego refleksu, a i instynkt samozachowawczy ma leciutko nadwątlony, zapytuje z tego swego cienia:

— Kiedy ją widziałeś?

— Dzisiaj.

— Chyba wczoraj — wtrąca Ksawery, który już w „Kameralnej” zdążył przeprowadzić wstępne badania śledcze.

Marek Kuran:

— Może wczoraj. Wiesz, Adam, mam dla ciebie pierwszorzędny pomysł, mogę ci sprzedać, słowo daję, to byłoby coś akurat dla ciebie.

— Gdzie ją spotkałeś?

— W takiej jednej chacie, bardzo elegancka melina.