Udręka i niepokój Otockiego. Wreszcie po przeanalizowaniu wszystkich elementów niebezpiecznej sytuacji dochodzi do przeko­nania, że jedyne wyjście z tego impasu sprowadza się do uprze­dzenia ewentualnego ataku. Zaasekurować się na wszelki wypadek — oto, co musi zrobić! Dochodzi ósma. Korzystając, że Jolanta poszła akurat do łazienki, przenosi aparat telefoniczny z ha­llu do swego pokoju i usiadłszy za biurkiem, aby nieco przydać równowagi osłabionemu z emocji ciału, wykręca swymi grubymi i lekko obrzmiałymi palcami domowy numer Raszewskiego, nie prze­widział (bo i skąd mógł przewidzieć?) jednego: w jak bardzo złym humorze jest tego ranka Raszewski. Sekretarz Komitetu Cen­tralnego podjął słuchawkę prawie natychmiast.

RASZEWSKI

Słucham, Raszewski.

OTOCKI

z nadmiernego podenerwowania zbyt szybko i mało wyraźnie

Dzień dobry, towarzyszu Raszewski, tu mówi Otocki.

RASZEWSKI

Kto?

OTOCKI

Witold Otocki.