OTOCKI

Słucham?

RASZEWSKI

Pytam, czy to wszystko?

OTOCKI

Uważałem, towarzyszu Raszewski, za swój obowiązek zakomunikować wam...

RASZEWSKI

A nie uważacie przypadkiem za swój obowiązek zakomunikować mi, czyście się już dzisiaj wysrali czy jeszcze nie? przechodząc w krzyk Za kogo wy mnie właściwie bierze­cie, co? Niemowlęciem jesteście, a ja waszą niańką? A może uwa­żacie, że jestem na etacie wykidajły w tym waszym zasranym bur­delu? po chwili, gdy Otocki milczy całkiem sparaliżowany, mó­wi już spokojnie, choć twardo Bardzo mi przykro, dyrektorze Otocki, ale odnoszę wrażenie, że macie całkiem opaczne pojęcie o moich zainteresowaniach i kompetencjach. Zechciejcie więc przyjąć do wiadomości, że nie interesują mnie — słyszycie? — nie interesują mnie takie czy inne rozróby personalne, dopóki nie nabierają charakteru politycznej dyskryminacji. O efekcie ar­tystycznym waszych decyzji wypowiedzą się w odpowiednim momen­cie odpowiedzialni krytycy, ze mną obsady nie musicie uzgad­niać, nic mnie nie obchodzi, kto i co w waszym teatrze gra, to wasza sprawa i osób zainteresowanych. W związku z tym przyjmij­cie, Otocki, do wiadomości, że Partia, tępiąc gdzie należy i kiedy należy przejawy sobiepaństwa, tępi także objawy nadgor­liwości, która bardzo często bywa tylko drugą stroną postawy oportunistycznej.

(W jednym z brulionów, przy szkicu tego dialogu, notatka z ubiegłego roku: „nieoczekiwana reakcja Otockiego: »Oczywiście!«”)

OTOCKI