Pomyliliśmy się.

SYN

Ja się też męczę, tato.

OJCIEC

Ludzie się przez nas męczą, synku. Wszyscy się pomyliliśmy — — — — —

Poprawiałem Życiorysy przepisane na czysto. Zmęczenie, nie­zadowolenie, dużo troski w związku z myśleniem o przyszłości.

16.

Zgodnie z informacją na zaproszeniach na wieczorne przyję­cie w Jabłonnie, o godzinie dwudziestej na placu Zamkowym ocze­kuje gości duży, wycieczkowy autokar „Orbisu”. Sprawność organi­zacyjna Bractwa Żółwiowego zdała świetnie egzamin: około sześćdziesięciorga członków i członkiń „Bractwa” stawiło się punk­tualnie na miejscu zbiórki. Przybywa również mała grupka owych „nienadążających za życiem”, jak się w rozmowie z Konradem Kellerem wyraził Łukasz Halicki; są to zasłużeni i leciwi wetera­ni sceny, którzy na skutek nieprzyjaznych warunków atmosferycz­nych zrezygnowali z udania się na któryś z dwóch zapowiedzianych obrządków zaślubin, nie mogli sobie przecież odmówić, że­by nie skorzystać z zaproszenia na przyjęcie w Jabłonnie. Zna­lazłszy się w autokarze, są cokolwiek zdziwieni, nie odnajdując wśród zebranych ani jednej twarzy znajomej, a czują się także trochę stropieni, że weselni goście są tak bardzo młodzi, mniej niż trzydziestoletni. Chociaż jak wszyscy przy zajmowaniu mie­jsc w autokarze pokazywali zaproszenia, jeden z aktorów, amant z lat trzydziestych, chcąc się upewnić, czy się znaleźli we właściwym autobusie, zwraca się z zapytaniem do jednego z mło­dych ludzi. Ależ tak! — uspokaja go uprzejmie Andrzejek Wajs — autokar jedzie do Jabłonny, a większość obecnych, w tej liczbie i on sam, zawdzięcza zaproszenie na weselne przyjęcie nie­zwykle demokratycznym obyczajom ojca panny młodej, prezesa Pań­stwowego Instytutu Prasowego, Leopolda Panka, który do swoich pracowników, szczególnie młodych i na niższych stanowiskach, żywi uczucia prawdziwie ojcowskie, w zamian za co i oni obda­rzają go wielkim szacunkiem i przywiązaniem, są też szczerze wzruszeni, że będą mieli okazję wziąć udział w przyjęciu tak uroczystym, wśród tylu znakomitości, jest to jeszcze jeden do­wód, jak wiele, a właściwie wszystko zawdzięczają — oni młodzi — Polsce Ludowej, socjalizmowi oraz sojuszowi z bratnim Związkiem Radzieckim, który jest gwarantem naszego wszechstronnego rozwo­ju oraz przodującą siłą postępowej ludzkości w jej walce z im­perializmem... Stary aktor wysłuchuje tego żarliwego przemówie­nia z kamienną twarzą, wreszcie dziękuje dość chłodno i wyniośle za informacje, po czym nachyliwszy się ku swoim koleżankom i kolegom mówi na donośnym, scenicznym szepcie: uważajcie, to komuniści.

Natomiast w ostatniej chwili przed odejściem autokaru zjawia się na placu Zamkowym Maciej Zaremba w rozpiętym kożuchu i z gołą głową, wypoczęty i odmłodzony, dokładnie cały dzień przespał u siebie w domu, budząc się co kilka godzin tylko po to, aby włączyć telefon i dowiedzieć się w szpitalu, czy Tomasz już się urodził, pojęcia zatem nie ma, jak nieprzewidziane wy­darzenia miały miejsce w ciągu minionych godzin.

17.