ZAREMBA

Ja dla niego też kiedyś byłem fajny — — — — —

Pijacki monolog partyjnego aktywisty z terenu w obecności Andrzeja Wajsa?

sobota, 11 lipca

Po pracy, pod wieczór, grzebanie się w teczkach ze starymi notatkami. Zamiast tekstu poszukiwanego trafiłem m.in. na ma­szynowy odpis jednego z pierwszych artykułów, jakie napisałem: Myśli niespokojne, chyba z roku 1932. Przepisuję pierwszy rozdziałek:

„Sokrates wypił kielich cykuty. Giordano Bruno zginął na stosie. Campanella przepędził dwadzieścia siedem lat w więzieniu. Spinoza, najpierw wyłączony z grona współwyznawców, potem, nie chcąc krępować swojej myślowej niezależności, odrzucił zaszczyt­ną i intratną katedrę na Uniwersytecie w Heidelbergu. Wielu filozofów Oświecenia okupywało swoją działalność więzieniem i wygnaniem. Zola, pisząc Oskarżam, daleko był od myśli o Panteo­nie.

Jaka pasja, jaka siła wewnętrzna kazała tym ludziom różnych epok i różnych charakterów rezygnować dobrowolnie w orbicie swych myśli i idei już nie tylko z dobrobytu, zaszczytów i wol­ności, lecz w ogóle z życia? Duma? Fanatyzm? Heroizm?”

Z dalszego tekstu, zresztą dość smętnego i na wysokich koturnach, nie wynika, abym potrafił na te pytania odpowiedzieć. Miałem wówczas lat dwadzieścia trzy. I oto dzisiaj, gdy za mie­siąc skończę lat sześćdziesiąt jeden — też na podobne pytanie (na wiele innych również) odpowiedzieć nie umiem. Lecz czy mu­szę umieć? Jestem tylko pisarzem. Pisarz opisuje i stawia py­tania. Tylko tyle. Owszem, również wartościuje, lecz jego osąd wynika z rozpoznania, z opisu. Kto na pytania odpowiada — wie lub udaje, że wie. Opisujący tylko proponuje swój obraz świata i ludzi, a jeśli wspiera go cokolwiek w tym zuchwałym przedsięwzięciu, to pewna nadzieja, zresztą nie mniej zuchwała, iż w widzeniu subiektywnym nie jest osamotniony, a jeśli samot­ny jest dzisiaj — może nim przestać być jutro lub pojutrze.

Odnaleziona stara notatka do Karolinki Adama Nagórskiego:

„Początek: rok 1946, powódź w województwie szczecińskim, na stacji X w nocy zostaje zatrzymany pociąg osobowy, ponie­waż zagrożony jest pobliski most. Do składu pociągu przyczepio­na cysterna ze spirytusem metylowym. Kolejarze kradną kilka li­trów tej straszliwej trucizny i rozsprzedają ją zziębniętym i zmęczonym podróżnym. Wśród nich dwoje młodych: on akowiec, właś­nie wypuszczony na wolność na podstawie amnestii, ona też z AK. Skutki zatrucia szybko się ujawniają. Tymczasem teren zagrożony powodzią odwiedza I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego, człowiek w sile wieku, przedwojenny komunista. W szpitalu, gdzie leżą ofiary zbiorowego zatrucia, spotyka ciężko chorą, lecz nieza­grożoną śmiercią lub ślepotą dziewczynę. Chłopak umiera. Pierw­sze zainteresowanie.