Dziewczyna (Karolinka) zostaje zupełnie sama i po opuszcze­niu szpitala nie wie, co ze sobą zrobić, względy, jakie jej oka­zuje dojrzały i wysoko usytuowany mężczyzna, zrazu z powodów politycznych odstręczają ją. Lecz jednak. I tak zaczyna się ten szczególny romans, w którym ona jest stroną jakby zaczyna­jącą od zera, on — wszystkim. Rozchodzi się z żoną i chcąc zdo­być dziewczynę całkowicie, czyni wszystko, aby upodobnić ją do siebie, uczynić z niej komunistkę. Niebawem okazuje się, że nie było to pragnienie szczególnie trudne do zrealizowania. Karolin­ka, z zakochania, z zagubienia, z potrzeby życia staje się wie­rzącą komunistką. Przychodzą jednak lata 1953, 1954. Coś się w powietrzu poczyna odmieniać. Trudno powiedzieć, czy on się istotnie zmienia, czy też po wielu trudnych i ciężkich latach powraca do swojej młodości. Może również pozostać dalej »mode­lem« bez reszty ukształtowanym przez okres stalinowski. Nato­miast Karolinka, ujarzmiona i dobrowolnie uformowana, powoli przestaje kochać (bo on wątpi) i wraz z zanikaniem uczucia za­nika w niej również przyswojona sztucznie ideologia. On — być może — czuje się jakby odrodzony, również i miłość się w nim odnawia nie mniej zaborczą i egoistyczną. Jest już jednak za późno. Karolinka odchodzi.

Pierwsza scena: pociąg zatrzymany w ciemnościach, ruiny dworca, bliski i groźny szum wiosennej powodzi...”.

21.

Na salonach Łukasz Halicki rozmawia ze starymi aktorami o teatrze i o sztuce.

22.

W jednym z bocznych saloników (dawna sypialnia Księcia Pry­masa?) Komitet Wykonawczy Bractwa Żółwiowego przyjmuje w po­czet członków Łukasza Halickiego.

23.

W piwnicy zbiorowa orgia.

24.

Maciej Zaremba kilkakrotnie wydzwania klinikę ginekologi­czną. Jest już bardzo zmęczony i pijany. Gdzieś u schyłku nocy, gdy jeszcze raz dzwoni, dowiaduje się, że właśnie przed paroma godzinami poród odbył się szczęśliwie. Grażyna urodziła zdrowe­go chłopca. Zaremba postanawia natychmiast jechać do Warszawy. Biegnie do toalety i zimną wodą przemywa twarz, potem szuka Halickiego, żeby pożyczyć od niego auto. Ponieważ sprawia wraże­nie zupełnie trzeźwego, Halicki zgadza się.